Dziś była kolejny dzień prawdy. Oto wyniki:
Waga: 59,5 kg
- biust - 84 cm
- pod biustem - 75 cm
- talia - 69 cm
- pas - 77 cm
- biodra - 89 cm
- udo - 55 cm
- łydka - 37 cm
Tak jak widać moja dieta nie skutkuje. Tzn. centymetry trochę lecą w dół. Uda się lekko wysmukliły i brzuszek spłaszczył, ale waga jak stała tak stoi. Teoretycznie spadło 0,7 kg. Nie ukrywam lekko mnie to rozdrażniło. Całe do południa przekopywałam Internet w poszukiwaniu sposobu na zastój wagi. Oto wnioski: ZMIENIAM STRATEGIĘ
1. Znalazłam fajny artykuł o zegarze biologicznym człowieka i postanowiłam do niego dopasować mój nowy jadłospis.
http://www.papilot.pl/odchudzanie/8006/Dietetyczny-zegar-biologiczny.html
Postaram się wstawać codziennie o 8:00 rano i jeść śniadanie zaraz po przebudzeniu. Generalnie będzie musi, bo to lubię najbardziej. Jest pożywne, sycące i różnorodne. Potem ok. 11:00 będę pozwalała sobie na coś słodkiego. Oczywiście w wersji rozsądnej. Wyczytałam, że właśnie mniej więcej o tej porze organizm wytwarza najwięcej insuliny i szybko sporządkuje łakocia. Poza tym w mniej więcej tej godzinie zaczynam naukę, a cukier to najlepsze paliwo dla mózgu. I nie będę wiecznie myślała o czekoladzie, bo wiecie jak to jest zakazany owoc najbardziej kusi.
Potem będzie obiad w małej ilości i ok. 17 - 18 lekka kolacja.
- Po drugie zdałam sobie sprawę, że teraz pije ok. 1 L dziennie różnych napojów, a powinnam 1,5 L samej wody dziennie + reszta.
- Po trzecie zaczynam pic zieloną herbatę. Jedni mówią, że zielona lepsza inni, że czerwona. Ja mam akurat całą paczkę Sagi zielonej w domu, bo kiedyś kupiłam w trzypaku z puszką i trzeba ją wypić. Czerwoną kiedyś piłam na zaparcia. Też działała.
- Po czwarte ruch. Moja metoda siłowni trzy razy w tygodniu w moim przypadku się nie sprawdziła. Poza tym mam ostatni tydzień karnetu, a potem będę musiała przystopować. Wiec zmiana jest nieunikniona. Zamieniam, więc plan na codzienny ruch. W mniejszej ilości, ale codziennie. Raz w tygodniu postaram się, żeby były łyżwy, raz siłownia (jedna maszyna świetnie robi mi na uda i trzy razy ćwiczenia w domu. Bardzo dobrze działały na mnie ćwiczenia z serii 8 mim, więc chyba do nich wrócę. Szczególnie efekty widać było po nogach właśnie.
- Mam jeszcze na 21 dni Assystor Slim, więc w nim także lekkie nadzieje spoczywają.
A jeżeli chodzi o dzisiaj to był "zaplanowany kryzys". Dokładnie tak! Rano jak zobaczyłam wagę wkurzyłam się i sięgnęłam po miskę płatków czekoladowych z mlekiem. Potem obiad normalny. A na podwieczorek kilka kosek czekolady. Same widzicie nie było dietetycznie. Ale czytałam w tym całym zamieszaniu również o stosowaniu w diecie metody zig ? zag. Polega ona na tym, że jak dopada nas zastój (który jest wynikiem tego, że nasz organizm przyzwyczaja się do diety) robimy dzień ze zwiększonym bilansem energetycznym, w celu rozbujania wagi. Ten jeden dzień ma zwiększona kalorie, ale nie jest totalną wolnością. Ja dziś pozwoliłam sobie na więcej, ale wszystko do godziny 18:00, a dla równowagi robiłam dziś dłuższe spacery z psem.
Tak, więc plan znów mam. Znów liczę na jego pomyślną realizację.
Życzcie mi powodzenia
Miłego wieczorku
MJ

Na koniec piękna Kate Moss. Jeszcze w tych dobrych czasach :P
Znów byłam na zakupach, znów wydałam za dużo pieniędzy i znów nie na ubrania! A podobno tylko zakupy odzieżowe sprawiają kobiecie przyjemność?! No cóż, chyba jestem łasuchem. Ja lubię kupować jedzenie. Szczególnie nowe, które mam szansę po raz pierwszy wypróbować. I tak wjechałam dzisiaj tylko na chwilę do Lidla. Miałam kupić tylko masło i chleb, a skończyło się jak zawsze. W poniedziałek zaczął się tydzień azjatycki, a mi się na reklamie wszystko podobało. I tak kupiłam:
- dwie paczki sajgonek
- jedną paczkę pierożków azjatyckich z rybą
- jedną paczkę pierożków azjatyckich z owocami tropikalnymi
- sos do sajgonek - słodkie chilli
- puszkę liczi
- masło
- chlebek pełnoziarnisty
- mrożone warzywa na patelnię
- ryż
Miałam ochotę jeszcze wziąć chipsy krewetkowe, ale one chyba są kaloryczne. Z resztą i tak na te kilka rzeczy wydałam znów 65 zł. Te azjatyckie mrożonki były strasznie drogie i teoretycznie na to samo by wyszło jakbym po prostu poszła do chińczyka na obiad, ale ja w domu te pyszności robię w piekarniku bez tłuszczu, a w kajpie sami wiecie.
Tak, więc mój budżet znów nadszarpnięty. W tym tygodniu już stówka na zakupy poszła, a do końca tygodnia i tak pewnie jeszcze coś będę chciała kupić. Chociażby jakieś warzywka i nie wiem, czy jogurtów starczy. A w sklepach taka drożyzna : / Ale co zrobić?
Śniadanie: 9:00 kakao + kromka chleba pełnoziarnistego z serem Gouda Fit
Obiad: 12:30 5 pierożków azjatycki z rybą, dwa ogórki konserwowe, ¼ świeżej papryki
Podwieczorek: 15:00 Santino 0% czekoladowe
Przekąska: 17:00 4 liczi w syropie z puszki
ZABAWA NA LODOGRYFIE : ) znów
Kolacja: 19:00 dwie kromki chleba ciemnego z szynką, herbata karmelowa ze słodzikiem
Był u mnie dzisiaj ten pan od yorka. Niestety okazało się, że ten sąsiadów to nie jest jego zguba. Faktycznie podobny, ale nie ma tatuażu. Szkoda. Myśl, że mogę pomóc komuś w takiej szczególnej sprawie była bardzo miła. Pan był bardzo wdzięczny za kontakt i mówił, że sam fakt, że inni pomagają, czytają ogłoszenia dużo dla niego znaczy. Mówił też, że nie może patrzeć jak jego córeczka rozpacza i cieszy się, że ma jakąkolwiek możliwość działania, bo bezsilność jest tu najgorsza. Nie dziwnie się. Naprawdę przykra sprawa. Mi samej jakoś tak smutno jest, że się nie udało. Sama miałam nadzieję na happy end. To, co dopiero muszą czuć ci ludzie….
Ale wiem teraz na pewno, że nie żałuje tego, co zrobiłam. Sprawa została załatwiona bardzo grzecznie. Pan od pieska przyjechał po 10:00, w domu u sąsiadów był tylko tata tego chłopca. Pokazał mu od razu pieska i również ucieszył się, że ktoś przyjechał zobaczyć psa, bo wcale mu nie na rękę ten nowy członek rodziny, ale co zrobić. Jak znalazł przecież nie przejdzie obojętnie. Tak, więc chłopiec, który ma teraz tego pieska o niczym się nie dowie i póki, co zatrzyma przyjaciela. A ta druga rodzica? …cóż musi się uzbroić w cierpliwość. Może jeszcze go znajdą. Szczerze im tego życzę.
Ale od nośnie tej sprawy czegoś się nauczyłam. Wczoraj po rozmowie z tym chłopcem szukałam plakatu i nie mogłam jak na złość nigdzie znaleźć. Pamiętałam jednak, że jeden wisiał w osiedlowym sklepiku. Poszłam, więc tam i zapytałam. Właścicielka p. Mariola powiedziałam, że nie ma już niestety tego plakatu. Pomaszerowałam, więc dalej i w końcu znalazłam w ciemnym kącie na jednym drzewie kartkę. A dziś ten pan, co przyjechał mówił, że rano, o 8:00 dzwoniła do niego pani ze sklepu, że wiem, gdzie jest jego piesek i co najlepsze mówi !cytuje! : „W przeciwieństwie do pani ta ze sklepu od razu zapytała się o wysokość nagrody”. Wytłumaczyłam, wiec mu grzecznie, że pewnie chodziło o tego samego pieska, co ja mu wskazałam i, że nie ma po, co z tą panią rozmawiać. Ale niesamowicie mnie zaszokowała ta informacja. Po pierwsze jak tak można tylko o pieniądzach myśleć. Wiem, że ja jestem młoda, życie mnie jeszcze niewiele nauczyło i może jestem zbytnią optymistką, ale czy naprawdę pieniądze są wszystkim? Ta pani ze sklepu sama ma psa – przybłęde. Trzyma ją na dworze, zrobili dla niej małą budę i karmią. Piesek jest im bardzo wdzięczny i pilnuje sklepu. Poza tym ma też małą wnuczkę, chyba półtoraroczną. Ciekawie, co ona by zrobiła jakby jej wnuczka płakała za pieskiem?
To naprawdę smutne, że ludzie już nie chcą sobie pomagać z dobrego serca, a tylko dla pieniędzy. Jak ważny jest na plakacie z prośbą o pomoc głupi napis „Wysoka nagroda”. W dodatku ta pani ze sklepu nie jest biedna. Maja wraz z mężem duży dom, niedawno nawet remontowali. Dwa samochodu, jeden do wożenia towaru, drugi elegancki prywatny. Zawsze dobrze ubrani. Córka ich też nie wygląda na pokrzywdzoną przez los. A mimo to nie chcą pomóc. Oj…. czasem nie rozumiem ludzi, nie rozumiem świata.
Oglądałam kiedyś program „kobieta na krańcu świata” i było o sierocińcu dla słoni. Pani, która go prowadziła powiedziała, że jak widzi, co ludzie robią zwierzętom to czasem wstydzi się tego, że jest człowiekiem. I tak się właśnie dzisiaj poczułam.

Na początku roku w mojej okolicy pojawiły się ogłoszenia, że zaginął w Sylwestra trzy letni York. Ogłoszenia wisiały dosłownie wszędzie. Gdzie nie przechodziłam to to zdjęcie. Myślałam często o tym piesku i o jego rodzinie. Gdyby mój schoko zaginął nie wiem, co bym zrobiła. Strata psa to też swego rodzaju tragedia.
W każdym razie jakiś czas temu zauważyłam, że sąsiedzi nagle mają jorka. Chłopiec mówił, że go dostał. Ale jakoś takie dziwne mi się wydawało, że dostał dorosłego psa. Ale nic, co mogłam zrobić. Dziś spotkałam go na spacerze i zagadałam dłużej. Okazało się, że znalazł go na początku roku i uprosił mamę, żeby go przygarnąć (chodź mają już dwa psy na podwórku). Zastanawiałam się chwilę, czy zadzwonić pod numer z ogłoszenia. Trochę było mi żal tego chłopca. Opiekuje się tym pieskiem, kupił mu ubranko i był u fryzjera. Nie można powiedzieć dobrze o niego dba. Ale z drugiej strony ten piesek ma już rodzinę i na pewno za nią tęskni. Zadzwoniłam, więc pod numer z ogłoszenia. W ogóle to się okazało, że dziwnym trafem nagle zniknęły ogłoszenia w naszej okolicy. Musiałam iść niezły kawałek ulicą, żeby znaleźć jedno. No i tak jak mówię zadzwoniłam. Odebrał miły pan, mówił, że piesek kiedyś przyniósł im wielkie szczęście i bardzo im go brakuje. Poza tym wychowywał się wspólnie z dwu letnią dziewczynką, która za nim bardzo płacze i budzi się w nocy wołając go. Umówiłam się ty tym panem, że przyjedzie do mnie jutro o 10:00 rano (jak ten chłopiec będzie w szkole) i zaprowadzę go do sąsiadki. Niech sobie na spokojnie porozmawiają. W ogłoszeniu było napisane, że dla znalazcy wysoka nagroda. Może np. tego pieska (o ile to jest ten piesek, bo to na 100% nie jest jeszcze pewne, ale okoliczności i rysopis się zgadzają) zabierze do domu, a w zamian za to temu chłopcu kupi szczeniaka. Nie chcę krzywdy dla żadnego dziecka, ale wiem też, że nie można być na takie ogłoszenia obojętnym. Ktoś się starał, szukał, rozwieszał ogłoszenia itp. Eh…mam nadzieje, że będzie dobrze.
Menu:
Śniadanie: 9:30 owsianka czekoladowa ekspresowa
Obiad: 12:20 miseczka rosołu z makaronem, pałka z kurczaka gotowana
Podwieczorek: 15:00 Kinder mleczna kanapka /w biegu tuż przed łyżwami/
Kolacja: 18:40 dwie kromki chleba pełnoziarnistego, jedna z serem Gouda Fit, druga z resztką mozzarelli, ¼ świeżej papryki czerwonej,
+ byłam dzisiaj na logogryfie godzinę : ) Duuużo kalorii spalone.
P.S. Jeżeli chodzi o owsiankę błyskawiczną to była średnia. Na pewno lepsza, niż Nesvita, ale czuć było sztucznym mlekiem w proszku i było za słodkie. Następne podejście to na pewno będzie już owsianka domowa : )
O ile na uczelni mi idzie dobrze (prawo pracy zaliczone), to z dietą jest ciągły problem. Wiem dałam ciała w weekend w sobotę wieczorem hamburger, a w niedziele w godzinach obiadowych białe pieczywo. No, ale bez przesady! Chodzę na siłownię, staram się jeść niskokalorycznie i regularnie. A przeklęta szóstka nie chce ustąpić. Boże, jak ja bym chciała zobaczyć w końcu tą piątkę z przodu. Mogło by być nawet 59,5kg ale żeby już nie 60. Co ja mam zrobić?!?
Eh….dzisiaj przyszły tabletki. Jutro pierwszy dzień z Asystor Slim. Nie oczekuje po nich cudu. Wystarczyłoby, żeby tłumiły wieczorny głód. Zobaczymy jak będzie…
A dziś:
Śniadanie: 9:30 trzy małe kromki ciemnego chleba z mozarellą light, pomidorem i ziołami prowansalskimi, herbata z cukrem
Obiad: 12:30 kotlet schabowy panierowany w otrębach pszennych, dwa ogórki konserwowe, pół pomidora,
Podwieczorek: 15:30 miseczka budyniu waniliowego (słodzony słodzikiem)
Kolacja: 18:30 serek wiejski lekki, kromka pieczywa chrupkiego Wassa błonnikowe z odrobiną serka Philadelfia o smaku czekolady Milki : )
Kupiłam też dziś w Lidlu owsiankę do zalewania wodą o smaku czekoladowym. Nie wiem czy lubię owsianki. Raz spróbowałam NesVita i była nie dobra : / Trochę się zraziłam, ale widzę u was często na śniadanie owsiankę z różnymi fajnymi dodatkami, więc może spróbuje. Na razie taką 3 min. Sądzę, że raczej nie będzie mi to smakowało, ale spróbować nie zaszkodzi. Jak mi zasmakuje to może będę tworzyła własne.
A dziś było 10 min. solarium + 1h siłowni + 20 min sauny
Od rana się uczyłam. Dzielnie i wytrwale powtarzałam materiał na jutrzejszy przedtermin. Mam dość. Nie cierpię uczyć się w ostatniej chwili. Ale sama jestem sobie winna. Wszystko skomplikował egzamin z warunku. Eh…studia.
Cały dzień byłam głodna. Jadłam regularnie posiłki i ciągle było mi mało. Nie wiem, czy zapotrzebowanie zwiększa się przy nauce, czy to powód kofeiny: wypiłam dwie kawy i red bulla. W każdym razie do każdego posiłku wpadał drobiazg, aż wieczorem pan M. przywiózł Hamburgery z BurgerKing. No i zjadłam :/
Do kitu z tym wszystkim : /
Menu:
Śniadanie: 1,5 bułki z mozarella i pomidorem
Obiad: zupa pomidorowa od wczoraj, dwa pierogi ruskie
Podwieczorek: pół pigwy, dwa wafle ryżowe w polewie cappuccino
Kolacja: serek homogenizowany 0% o smaku jeżyny i głogu
A POTEM HAMBURGER i szklanka coli L