Hey Dziewczyny!!!
Trochę minęło od ostatniego wpisu,
ale czas tak szybko pędzi i wciąż coś do zrobienia.
Czasem siadam by coś napisać,
ale jak na złość Mały zaczyna marudzić,
lub telefon,lub ktoś puka do drzwi ...
Zacznę od tego,że przytyłam ;)
Ale nic dziwnego bo na Święta byliśmy w Polsce.
I tak 3 i pół kilo na plusie ;(
Ale kilogram już zrzucony,
więc warzę 62,5 kg.
W Polsce było fajnie,
niestety pogoda beznadziejna,
nawet grama śniegu a tak marzyłam o białych Świętach ;(
Wszyscy prawili mi komplementy,
jak to świetnie wyglądam ,
i jaka szczuplutka jestem.
W co do końca nie wierzę ;)
No i Bartuś w końcu ochrzczony :)
Rodzinka oraz znajomi się nim zachwycali,
jaki to jest śliczny i grzeczny.
Nie mogli wyjść z podziwu,
że dziecka praktycznie nie ma ;)
Mam też złe wiadomości.
W piątek jadę do szpitala,
będę mieć usuwany pęcherzyk żółciowy :(
Coraz częściej i silniej pobolewał mnie brzuch,
ból promieniował aż na plecy i pod łopatkę.
W grudniu pojechaliśmy do szpitala bo myślałam,
że dosłownie umieram!!!
Poród przy tym to pikuś,tak cierpiałam!!!
Na usg wyszedł piękny kamyczek 1,4cm :/
Jak sobie pomyślę,że znowu do szpitala
to mnie szlak trafia!!!!
Pamiętacie jak narzekałam na ból kręgosłupa???
I myślałam,że to po znieczuleniu zewnątrzoponowym?
A więc się myliłam!
To wszystko przez ten kamień!
Co do synka to rosnie jak na drożdzach :)
Ma już 8 miesięcy i 2 ząbki :)
Wyszły mu miesiąc temu.
Raczkuje,ale jak na razie tylko do tyłu hehe :)
Ostatnio znów męczymy się z atopowym zapaleniem skóry,
ale od paru dni jest lepiej.
Unikam ubranek które mocno przylegają do szyi,
i jego karczek wygląda o niebo lepiej.
Dobra muszę zmykać bo pranie czeka ;)
Pozdrawiam Was serdecznie!!!
Buziaczki Kochane :*******