Jest! Jest! Jest!
Witajcie Kochane .. Kolejny tydzień minął na Vitalii ja z bicza strzelił , a prawie kilogram mniej na wadze!
Cyferki na mojej wyroczni dziś się wahały, chwila napięcia i bach.. 74,9 kg. Jestem bardzo zadowolona bo nie jadę na samych warzywach.. Jem to co zawsze tylko trochę mniej, dodałam do menu kilka warzyw, ale i zdarza mi się czasem zgrzeszyć. Ćwiczę regularnie co 2 dni: Mel B+ hula, więc po prostu- siła tkwi w ruszaniu się. Wiem, że to dopiero początek mojej drogi pełnej wybojów i dołków, ale dzięki Wam jestem wręcz pewna, że się nie poddam i osiągnę swój cel

Pozdrawiam cieplutko !!!

Cześć Kruszynki
ja nie wiem jak tez czas może tak brutalnie uciekać między palcami... Jeszcze niedawno cieszyłam się, że weekend przede mną a ten już dawno się skończył i mamy nasz "długo wyczegiwany" poniedziałek.
Z jednej strony może to dobrze, bo nowy tydzień to nowe plany i możliwości, ale ja bym chciała żeby czas stanął w miejscu chociaż na jakiś tydzień, bo zaczynają się zaliczenia na studiach.. coś w rodzaju sesji przed sesja i mam już żwirek w gaciach na samą myśl. Nie mam zapału do nauki, wolę ćwiczyć i czytać Vitalijkowe wpisy niż siedzieć przed notatkami !!!
Wiem, wiem- prokrastynacja mi się załącza
Za chwilkę skoczę na trening do mojej trenerki, później chwilę poczytam coś na zajęcia i niech skończy się ten dzień bo był pełny stresów i to rodzinnych i to " studyjnych". Niby zaczynają się juwenalia- święto studentów- a ja nawet nie mam ochoty się bawić, czuję się jak stara babcia wypluta i wymęczona przez życie.. Mam nadzieję, że jutro już humor mi się poprawi i wstanę prawą nogą.. Plusem jest chociaż to, że zaparłam się na dietę i choćby nie wiem co- NIE PODDAM SIĘ! Wasze paniętniczki, przemyślenia i komenatarze podnoszą mnie na duchu, dodają skrzydeł i serwują mocnego kopa. Dziękuję, że jesteście. Dzięki Wam czuję się, że jestem częścią dobrej, wspierającej się grupy

Aż człowiekowi więcej sił przybyło... Od samego rana wzięłam się za sprzątanie- ogarnęłam cały domek i zrobiłam obiadek.. teraz chwila na lekturę z Vitalii i na XFactor a później poćwiczę z moim hula i moją najlepszą trenerką Melka B. Ta kobieta ma tyle powera i pozytywnej energii, że ruch z nią to czyta przyjemność


Heh... miałam opory żeby wdrożyć biegi w swój harmonogram dnia to biegi przyszły do mnie
Dziś na wfie babka tak nas pogoniła, że pod koniec myślałam już że płuca wypluje... ćwiczenia na ławeczkach, podskoki, przeciąganie, skłony, przysiady, trucht, bieg.. ach a wszystko to w 1 godz i w takiej duchocie, że praktycznie nie było czym oddychać (chyba że spalinami z powietrza bo to centrum
).. Kto w ogóle wymyślił wf na studiach?! No dobra może trochę przesadzam, ale serio byłam tak zmęczona i mokra, że nie mogłam portków kurka na dupsko wciągnąć
Może i miło by było się zmęczyć,ale gdy się jest wypoczętym, a nie jak my wciąż walczymy na ogrodzie i jeszcze czuje swoje przemeczone mięśnie... Mam nadzieję, że jutro jakoś się podniosę... Kolorowych snów 
Cześć i czołem
dziś pogoda o niebo lepsza... wyszłam trochę polatać po ogrodzie z grabiami i przy okazji złapałam trochę słoneczka. Świetny to był widok jak ja latałam w koszulce na naramkach cała zgrzana a ludzie poopatulani w jesienne kurtki i szale
Kolejny dzień diety jak najbardziej na plus.. rano nie wytrzymałam i wskoczyłam na wagę a tam.. normalnie szok... 75,8
czyli wszystko idzie zgodnie z planem. Muszę się też pochwalić, że wczoraj odkurzyłam moje hula bula
pajączki dzielnie walczyły żebym nie niszczyła ich sieci, ale nie ma tak dobrze... wzięłam kapcia i było po bitwie
jak na początek zarzuciłam sobie spokojne tempo w rytm muzyczki przez 5 min. Na początek nie chcę przesadzać, żeby nie nabawić się dodatkowych kontuzji (te sprzed kilku dni w zupełności mi wystarcza)
. Co tydzień będę zwiększać czas o kolejne 5 min i może w końcu nauczę się kręcić w obydwie strony.

TRZYMAJCIE SIĘ CIEPLUTKO!! 

Oj Dziewczyny nie wiem jak Was ale ta pogoda za oknem w ogóle mnie nie motywuje a wrecz przeciwnie... Dzień ogólnie minął leniwie... Oprócz wypadu do sklepu ogrodniczego nic innego nie robiłam prócz regenerowania sił na łóżku po wczorajszym zapierniczu z łopatą. Gdyby nie ta ostra praca na swiezym powietrzu, to w życiu bym nie powiedziała że aż tyle mięśni może człowieka boleć na raz
Ale się nie poddaję, skończyłam czytać Wasze pamiętnikowe wpisy i idę poćwiczyć chociaż parę minut... aa i o najważniejszym zapomniałam.. znalazłam w końcu chwilę na zrobienie pomiarów mojego "zgrabnego" ciałka, a to wyniki:
* szyja: 36.0 cm
* ręce: 30.5 cm
* biust: 95.0 cm
* pod biustem: 86.0 cm
* talia: 76.5 cm
* brzuch: 86.0 cm
* biodra: 106.5 cm
* prawe udo: 57.0 cm
* lewe udo: 54.0 cm (!! niestety z nieznanej przyczyny... pomiary od zawsze są różne)
* prawa łydka: 42.0 cm
* lewa łydka: 40.0 cm
Szału nie ma, ale cóż... WALCZYMY, WALCZYMY i się nie poddajemy.. a dla mocniejszego zmotywowania wrzucam znalezione przeze mnie w necie zdjęcie tłuszczyka, który "siedzi" pod naszą skórą (według vitalijnych obliczeń stanowi on 31% mnie!!
)...

CZY NAPRAWDĘ WARTO Z NIM ŻYĆ z powodu jednego ciasteczka?!
Jak to mówią: minuta w ustach, godzina w żołądku.. całe życie w biodrach!!
Boziu kochana... dziś padam normalnie z nóg... moi rodzice wpadli na genialny pomysł przebudowywania skalniaka i niestety właśnie od teraz zaczynamy prace nad nim
plecy mnie tak bolą od machania łopatą, że o ćwiczeniach nawet nie mam siły myśleć.. Na szczęście dieta jak najbardziej na plus- nie obżeram się, nie jem słodyczy, ani innych świństw.
Od przyszlego tygodnia chciałabym zacząć powoli biegać, ale póki co się wstydzę
jak widzę biegaczy na ulicach to ani oni zasapani, ani spoceni, normalnie jakby ich ten sport nie kosztował żadnego wysiłku, a jak kiedyś poszłam to myślałam, że wypluje płuca.. byłam czerwona jak burak, a ciało miałam jak galareta
ehhh... JAK ONI TO ROBIĄ??
postanowiłam więc dziś odświeżyć garderobę i wybrałam się z mama na zakupy... to był dla mnie istny koszmar.. nie dość że w większości przymierzanych ubrań czułam się jak pasztet- bo powoli zaczynam wyrastać z ubrań z sieciówek-, to jeszcze każde lustro krzyczało do mnie "dość dziewczyno" i po godzinie łażenia od sklepu do sklepu miałam już dość... Czuję się ze sobą źle... Moja samoocena spadła poniżej zera... Patrząc obiektywnie: na zębach aparat, twarz i dekolt męczone przez trądzik, i kształty gruszki.. na górze masakra a na dole jeszcze gorzej.. Nic tylko się pochlastać
Tym "przyjemnym" akcentem zakończę kolejny nieprzyjemny etap i zakopie dołek, który sama sobie wykopałam, odkurzę sprzęty do ćwiczeń i płytę Melci, a już jutro ponownie przywitam "nową siebie". Czyli na miejsce, gotowa.. START!!!

Jeśli cały czas jesteśmy na diecie, nasz organizm zaczyna czerpać z magazynów tkanki tłuszczowej i waga znów się obniża! Jesteśmy już bardzo bliskie osiągnięcia swojej oczekiwanej masy ciała. Długość odchudzania zależy już teraz od tego jak dużo masz do zrzucenia. Sukces czai się już tuż za rogiem!

* artykuł z internetu
"Dlaczego wzmacniacz smaku dziesiątkuje komórki mózgowe?
Skąd przybieranie na wadze?!
Przez mózg przepływa 20% krwi krążącej w naszym ciele. Naczynia krwionośne są tu zbudowane tak, aby ograniczyć wchłanianie obcych substancji. Naczynia krwionośne w mózgu zbudowane są w ten sposób, aby stanowić barierę dla wielu toksycznych substancji, dzięki gęsto ułożonym na ich ścianach komórkach śródbłonka. Ta bariera krew- mózg chroni nasz organ myślenia przed obcymi substancjami. Jedynie w podwzgórzu- obszarze mózgu, w którym znajduje się ośrodek GŁODU i SYTOŚCI- jest ona przepuszczalna. Glutaminian sodu oszukuje ośrodek sytości. Sktutek? Przybieranie na wadze!"*
* fragment artukułu "Zorganizowana przestępczość w moim ciele", [w:] "Świat wiedzy"