Ostatnio dodane zdjęcia

Sylwetka

Poprzednia Początkowa sylwetka
Obecna Obecna sylwetka
Cel Mój cel

O mnie

:) Jest kims zupelnie zwyczajnym, ktos kto lubi usmiechac sie do innych a za bardzo nie potrafi do siebie. Ktos kto jest malo konsekwentny i ma slomiany zapal. Jednak wiem, ze wszystko mozna zmienic ... zaczne od siebie i mam nadzieje, ze ta strona i zadomowione tu osoby moze choc odrobine mi w tym pomoga:) dziekuje z gory:)

adador77

kobieta, 35 lat,

162 cm, 75.00 kg więcej o mnie



Postępy w odchudzaniu

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Historia wagi

Najskuteczniejsze odchudzanie w Polsce.

Wpisy

nie podoba mi sie to...

8 maja 2012 , Komentarze (5)

Zawsze ale to zawsze moje zrywy w dobra strone obfitowaly w spadki przynajmniej na poczatku. Ten zryw mi sie nie podoba. Dzisiaj na wadze 76.10. Okropnosc. No koszmar bo to cale plus pol kilo od wczoraj.

Micha byla pod kontrola.

10.00- 2 ciemne kromki chleba z twarogiem i warzywami

14.00 - golabek z kapusta kiszona

16.00 pomarancza, jogurt naturalny, kakao, cynamon i troche smieci (mieszanka ziaren od pestek dyni po len)

duzo wody, 2kawy, pokrzywa i herbata.

Wydaje mi sie, ze micha zla nie byla.

Godzina wysteperowana.

Rowerowanie chalupnicze malenkie bo tylko 10km ale bylo.

A ta wiedzma dzisiaj zapodala mi takie wyniki.

Moze za krotki sen? Moze dlatego ze za dwa dni babodni?...

No nie zacheca to to dalszej walki ale poddawac sie nie bede. Meczy mnie czucie sie jak purchawka....i mimo wszystko ide za ciosem. Moze ta wiedzma sie zlituje i zacznie wspolpracowac...mam taka nadzieje.

Dodaj komentarz

75.60

7 maja 2012 , Komentarze (8)

-0.10 od wczoraj.

Skoro nabralam odwagi, zeby spojrzec w oczy wadze i gronu vitaliowemu (co proste wcale nie jest), to za ciosem isc postanowilam dzielnie.

Korzystajac z ukejowskiego dnia wolnego od pracy zaczelam poniedzialek godzinnym steperem.

Nogi jak kolki....straszne uczucie.

Ale bedzie lepiej. W koncu znam siebie troche dluzej niz dzien z noca:)

W planie rower chalupniczy i wieczorny bardziej marsz niz spacer.

Pierwszy dzien przebudzenia wyglada zupelnie inaczej. I prosze o moc wewnetrzna nich sie obudzi do reszty i pomoze mi byc normalnym, aktywnym czlowiekiem.

 

Dodaj komentarz

poczulam poczatek konca....

6 maja 2012 , Komentarze (7)

bardzo malo mily zapach. Jak sie nie obudze teraz na dobre to po mnie.

A po mnie byc nie moze bo tak nie chce.

Waga 75.70 - ale to tylko na wyswietlaczu.

Czuje jakbym wszedzie miala poprzylepiane jakies poduszki powietrzne.

 Paskudnie i malo wygodne to uczucie.

Nie chce mi sie czuc tego czegos.

Wstalam, otrzasnelam sie i teraz bedzie juz tylko lepiej.

No to startuje w ta czelusc tluszczowa.

Zaczynam od uczciwego terminatora:)

 

 

 

Dodaj komentarz

waga nad paskiem...

24 kwietnia 2012 , Komentarze (4)

waga zyje swoim zyciem a ja swoim. Tak powaznie to potrzebuje malego czegos, zeby te czynniki zaczely ze soba wspolpracowac. Nie mam pomyslu jak umiejetnie i jak najmniej brutalnie zachecic do wspolpracy, glowe, gebe, aktywnosc fizyczna, spanie i ranne wyniki na wadze.

Wiecej nic nie trzeba jedynie zaprzyjaznic ze soba tych pare rzeczy. Optymistycznym akcentem jest to, ze one wszystkie istnieja i sa na jakims poziomie. Trzeba je jedynie podrasowac i podlac odrobina silnej i wlasnej woli. Skropic motywacja i otulic nadzieja osiagniecia zamierzonego celu a moze bardziej stworzyc inkubator dobra dla siebie...

Niby takie proste...niby...

Bede szukala tej drogi moze uda sie znalezc...przeciez innym sie udaje wiec realne to byc musi.

Wyspie sie dzisiaj, jutro sie zwaze i ropoczynam oficjalnie program naprawczy...tylko tym razem chyba bardziej od glowy.

Monalisa ...Insol... :) przeogromne gratulacje skladam. Patrze na was, czytam i wstyd mi no....no wstyd mi, ze te slabosci tak w sobie pielegnuje skrzetnie:)

Dodaj komentarz

75.10

17 kwietnia 2012 , Komentarze (10)

Chyba sie pozbieralam troche. Zaleglosci mam vitaliowe i nie tylko. Kolano uziemilo mnie fizycznie i psychicznie. Swiat wyglada zupelnie inaczej jak czlowiek mechanicznie sprawny nie jest. Z tego powodu Tobie Jolu wspolczuje bardzo bardzo. Takiej niemocy nie da sie przeskoczyc.

No ale ...jest jak jest i trzeba znalezc jakies obejscie. Obejscia szukalam dlugo. Waga spadala do 72 ale swieta po drodze i niemoc kolanowa spowodowala, ze znowu jest 75. Tak naprawde to na to jest tylko jeden argument - moja niekonsekwencja. 3 dni ide pieknie zgodnie z planem a potem 3 dni sie gubie i tak w kolo. Juz powinno mi sie to znudzic:)

Nie ma co marudzic. Wracam do swiata zywych.

Dietowo dzisiaj bardzo srednio. Stac mnie na wiecej i wiem o tym doskonale.

Rowerowanie plenerowe bylo krotkie.

Steperowanie - bylo cale 50 min

bieganie - dzisiaj dzien dziewiczy wiec tylko 3km.

8 min ramiona i 8 min brzuch plus ekstra brzuchy a i twisterek tez byl.

Jak sie nie ruszam to dzien dla mnie sensu nie ma. Jak nie moge jechac rowerem to jestem zla na caly swiat. Ja nie wiedzialam, ze tak jest dopoki mi odgornie tego nie odebrano. Haanyz tez biedna pod tym wzgledem.....

No dobra ...oglaszam oficjalny powrot. I walke o 6 z przodu rozpoczelam bo juz bardzo bardzo dawno jej nie widzialam. 

Dodaj komentarz

czuje zapach nadciagajecego pokladu sil nie tylko
witalnych

15 marca 2012 , Komentarze (9)

dzisiaj odnotowalam pierwszy dzien od 2 tygodnie, podczas ktorego nie myslalam tylko o blogim snie w blogim lozku. Moze to przesilenie wiosenne mija a moze dodatkowe faszerowanie magnezem zaczelo dzialac...a moze wczorajsza pobudka odrzucila mnie od lozka????

Wczorajszy dzien zakonczylam okolo 22. Rozpoczelam regeneracje nocna bardzo szybko. Sni mi sie, ze slysze jakies owady brzeczace, te owady wplatuje sie w moje wlosy i sa glosniejsze z kazda chwila...budze sie i co? ciemno wszedzie a ja slysze jak cos szamocze sie w moich wlosach. jeszcze nie do konca obudzona mysle, ze to cma...

Uczucie okropne, nie moge tego znalezc w swoich wlosach, wypadam z lozka i wlaczam swiatlo...nic nie widze bo mnie oczywiscie oslepilo. Ucichlo to cos w moich wlosach za chwile znowu brzek i szamotanina, w koncu czuje jak przeszywa mnie potworny bol, od stop po czubek glowy. Czuje cos pod reka na moim karku, zrzucilam to...OSA. O 12 w nocy w pokoju, we wlosach znalazla sie osa...jak?, skad? i po jaka jasna cholere....

Kark spuchniety, szyja cala tez, pije wapno i smaruje jakas mascia od ukaszen...Troche sie zejdzie zanim przebrne przez to bo uczulona jestem.

Tej pobudki nie zapomne do konca zycia i nikomu nie zycze takiej...cos okropnego.

Vitaliowo zle nie jest. Waga 73.60. Micha opanowana, kolano odczuwalne ale do pracy pedaluje, po pracy dbam o nie.

To tyle z frontu...zaczynam tesknic do siebie nakreconej i rozpedzonej. Wersja spiacej krolewny juz mi sie zznudzila:) spiacej tlustej krolewny:)

Dodaj komentarz

dzisiaj troche lepiej

13 marca 2012 , Komentarze (6)

waga miesci sie w przedziale czyli 73.70.

Tak obserwuje siebie od jakiegos czasu ale tak z boku troche. I widze inaczej mnie. Wlaze na wage rano i jakos tak bez dramatu, emocji na spokojnie. Bez parcia na spadki bez stresu jesli rosnie (ale nie rosnie). Ruch ograniczony ale sumienie ciezko uciszyc. Co mnie dziwi to to, ze bardziej szarpie mnie sumienie, ze sie malo ruszam (gdzie to nie jest lenistwo, ani wymowki, zwyczajna kontuzja albo i zwyczajna nie jest) niz micha bez kontroli. Gdyby to odwrocic....powywracac troche....Ale jak nie ma parcia na wage ani na ruch nadprogramowy to tez nie ma parcia na miche udziwniona i udoskonalona. O dziwo pomysl na obiadokolacje sam przychodzi w formie pieczonych warzyw i to smakuje. Nie ma zachcianek, tost z dzemem nie kusi i takie tam. Po takim czyms rano wstaje sie lzej...lzej bo sumienie nie szarpie ze zdwojona sila...ale szarpie po swojemu.

I niech mi ktos powie, czy ten moj proces tracenia masy tluszczowej potraktowac militarnie czy politycznie???? ktos wie???

Jola znowu Ci gratulowac musze...efekt osiagnelas bardzo ladny i jak szybko:)))

Dodaj komentarz

no to tak

12 marca 2012 , Komentarze (6)

waga nie rosnie ale tez nie spada trzym sie w ramach 73.50 do 74. Nie zeby mi sie podobala no bo mi sie nie podoba ale tez nie mam jakiegos wewnetrznego parcia na spadki lawinowe...czuje sie jak zielone jablko, ktore nie jest juz zalazkiem ale jest prawdziwym jablkiem i czeka na musniecie slonca zeby dojrzec do stanu ostatecznego. Moje dojrzewanie trwa cholernie dlugo....za dlugo...pytanie jest jedno...moze ja jestem zielonym jablkiem? moze kolor krwiscie czerwony to tylko marzenia... ale z drugiej strony jak sie czegos bardzo chce to nawet niemozliwe staje sie mozliwe...

Klebi mi sie po lepetynie calkiem sporo.

Wiosna przylazla na calego, slonce cieplem juz strzela i ptaki cudnie dra ryje o 4 rano...a i kazdego dnia mam przyjemnosc widziec jak slonce zegna sie z ksiezycem i przejmuje paleczke...czasami to jest wrecz zjawiskowe.

Ale we mnie zadomowila sie niemoc...brakuje mi sil w nogach, w rekach i kark jakis taki wiotki...oddech krotki...niemoc i chec spania...przesilenie?

Poza tym wymyslilam sobie, ze bede jednak oszczedzala to kolano...niby nie boli ale cos jest tam nie tak jak trzeba. Trzeszczy i podpuchniete przy kleknieciu dziwnie piecze. Faszeruje sie siarczanem glukozaminy - okaze sie czy to cos da.

Roweruje jednak ale delikatnie - w tym sezonie bedze lekko ale moze dluzej. Nie planuje bo znowu cos nawali.

Ogolnie to mam ochote na jakies wakacje na ucieczke w miejsce cieple, bez ludzi i bez budzika ba nawet bez zegarka....

Chyba sie rozmarudzilam do konca.

Micha tez mi sie rozkontrolowala ale slodyczy wciaz nie tykam to juz ponad dwa miesiace. Od dzisiaj ja reguluje ale kazda regulacja buduje we mnie napiecie, ktorego nie da sie ani wypedalowac, ani przespac ani nawet zagluszyc dobrym wynikiem wagowym. konczy sie zawsze ty samym czyli zatoczeniem kolka.

Znowu sie rozmarudzilam.

Dzisiaj na obiad indycza piers na ostro z warzywami z piekarnika.

Mysz mi sie dzisiaj sniela. Juz zlapana byla i zwiala....jakos zaniepokoil mnie ten sen.

Dodaj komentarz

73.80

8 marca 2012 , Komentarze (6)

jak sie nie ruszam to kisne zarowno od srodka jak i z zewnatrz.

Kolano popuscilo ...od 2 dni nie czuje go. Wlazlam dzisiaj na rower chalupniczy, po 2 tygodniowej przerwie od ruchu wszelkiego intensywnego. Wyrowerowalam 45 minut - 22km i zwyczajnie zrobilo mi sie niedobrze.

Wracam na do swiata zywych.

Jutro jak wstane z lozka i nie poczuje kolana to ruszam rowerem do pracy.

Wiosna  za oknem ...no boska wisona czas zakonczyc sezon mrozu na rzesach i rozpoczac wiatr we wlosach:)))))))

Hipol wstal i bedzie wlaczyl dalej ...zeby byc chociaz tlusta foka na wiosne:)

Dodaj komentarz

73.80

7 marca 2012 , Komentarze (6)

mialam na wage nie wchodzic, ale wlazlam.

Powolo zaczynam patrzec do przodu w jasniejszych barwach. Ale wciaz czuje sie ciezko. Ciezko sie czuje bo wszystko mnie boli od braku rowerowania. Probuje sie wyginac inaczej ale to nie to samo.

Na tym koncze marudzenie bo marudzic nie warto.

Moj zen trafil jasny wiadomo co...ale znajde go kolejny raz znajde go.

Dodaj komentarz