Nie ogarniam.Nie mam bladego pojęcia co się dzieje. Jedyne co wiem, to to, że chwilowo jestem w dole swoich możliwości i zdolności. Nawet z Moim nie jestem w stanie się dogadać.
Chyba jego nastrój przeszedł na mnie. Po prostu za bardzo się przejmuje i takie są tego skutki - zły humor, złe samopoczucie, złe podejście do jedzenia, złe podejście do siebie.
Noc była długa i bezsenna, lecz na całe szczęście doszliśmy do jakiegoś consensusu. Zobaczymy jak będzie dzisiaj. Żywię gorącą nadzieję, że lepiej, bo moje serce jest mocno nadszarpnięte przez nocne płacze i przemyślenia.
Wiem, pomyślicie sobie - młoda jestem i życia dobrze nie znam.. ale po prostu Go kocham i chcę dla niego jak najlepiej. Ale jestem tylko człowiekiem i pewnych rzeczy nie przeskoczę.
Dieta leży i kwiczy.
Ja siedzę i się złoszczę.
Muszę naprawić swoje myślenie odnośnie zmiany nawyków żywieniowych.
Nie stawiam sobie wielkich celów.
Chcę powoli i systematycznie chudnąć.
Chcę odzyskać radość i witalność.
Chcę w końcu być zadowolona z siebie.
Może nie piszę często, ale czytam Wam i wspieram z całych moich sił.
Dziękuję i przepraszam, że znowu zawiodłam - Was i siebie (przede wszystkim).