| Odwiedzin: | 262882 |
| Komentarzy: | 4502 |
| Założony: | 30 czerwca 2011 |
| Ostatni wpis: | 21 maja 2012 |
Masa ciała
Kuba i Bartek z diablikami w oczach zadają mi kontrolne pytanie:
- Czy pani profesor wie, kto to jest Vasco da Gama?
- Raczej: był. Żeglarz.
- No właśnie, a nasza szkolna pielęgniarka nie wie! - chłopaki zaczynają chichotać.
- Kuba powiedział jej, że tak się nazywa, a ona ... chi, chi ... to nazwisko wpisała do księgi przyjęć.
- Tylko przy "da" trochę się zawahała, rozumie pani! - rechoczą na całego.
"To już ostatnie roczniki drwią w ten sposób - pomyślałam sobie. - Po przyszłorocznej reformie oświaty szkolne pielęgniarki będą miały spokój."
Mąż wrócił z zebrania rodziców w klasie u Ewci:
- Pisałaś na Vitalii, że 666 to zła liczba, ale wierz mi - w dzienniku z ocenami bardzo fajnie wygląda.
______________________________
Kupiłam sobie taki oto stołek w Ikei:

Synek mi go skręcił (w ramach młodzieżowej terapii antykomputerowej
), a ja oglądam i się zachwycam:
- Wreszcie bez problemu będę mogła się dostać do najwyższych półek w kuchni. Jest stabilny, lekki, łatwy do przenoszenia.
- No i mamy kolejną dziewczynkę w domu - dorzuca mąż do moich zachwytów.
- ??????!
- Nie widzisz, że to STOŁKA? Przecież ma dziurkę.
- Tato, no powiedz coś mamie! - Ala jest lekko wkurzona. - Oddała mi kiedyś czarny sweter z kapturkiem, a teraz odbiera...
- Nie oddałam - bronię się mętnie - tylko pożyczyłam do czasu, aż będzie na mnie dobry. Znów przytyłam, a czarne wyszczupla.
- Ooo ooo,widzisz, jak się pulta w zeznaniach: schudła-przytyła. Dzięki, córko - będę uważał, bo kiedyś oddała mi rękę.
Właśnie dowiedziałam się, że Michał, podopieczny Fundacji Mam Marzenie, dla którego zebraliśmy pieniądze na jego podróż do Irlandii, nie żyje. Co za ironia losu ...
Syn mnie pociesza: "Byłoby gorzej, gdyby zmarł w tej Irlandii". Kto wie, czy gorzej?
Rany, jak trzeba się spieszyć ze spełnianiem marzeń! Cudzych i swoich.
Po tygodniu nieobecności tutaj mogę stwierdzić, że w moim życiu istnieje taka oto alternatywa: albo jestem uzależniona od Vitalii, albo od jedzenia. Wybieram Was :)
******************************
Spojrzałam na dzisiejszą kolację Alicji i oniemiałam
!!!!!!
- Łoooo-córko, co ty szamiesz?!!!! - nie wierzyłam własnym oczom
:

- No co?? Kanapka dla leniucha: nie trzeba kroić bułki - zachichotała ... odchudzająca się Alunia.
P.S. I niech mi tu Agujan nie mówi, że rodzice mają wpływ na sposób odżywiania się dzieci 
Już są!
Przyjechały wczoraj. Jakby się ktoś pytał, to nie ja wieczorem, wracając do domu, wybijałam nerwowo palcami o kierownicę "Don't you cry tonight, baby!". To nie ja tak niemrawo otwierałam furtkę, że pies sąsiadów nie wytrzymał napięcia. To nie ja zapomniałam, że kurtki się nie zdejmuje przez nogi. To mój paranoidalny sobowtór, który nie cierpi konfrontować wyobrażeń z rzeczywistością.
Ale rzeczywistość "tą razą" stanęła na wysokiści zadania:

Przydymiona śliwka (bardzo trudna do fotouchwycenia!) udała się moim amfibiom pierwszorzędnie
Teraz sobie chodzę wokół, miziam, cmokam, wącham skórę, gładzę - tralala! tralala!
A dzieci kręcą znaczące kółka na czole ...
- Co jest w tym papierowym pudełku? - mąż myszkuje po kuchni.
- Ewa przywiozła od babci Oli ciastka. Możesz się poczęstować.
- O, babeczki!
- Ale uprzedzam, że są pogniecione, bo wiozła je w plecaku.
- Hm - mruczy znacząco - ja właściwie z większą przyjemnością biorę taką rozwaloną babeczkę.
Objaśnienia:
To jest Bałwanka - można rozpoznać po fryzurze i figurze.
But Tenka ukradła i zjadła, reszta sama odpadła :)

Maturzyści wchodzą do klasy. Mija mnie Przemek z ogromną torbą. "Pewnie ma jakiś trening po lekcjach" - myślę sobie, ale żartuję:
- Przemek, zamierzasz dziś wynieść ze szkoły komputer?
- Ech, co za wiara w ucznia! - odpala z uśmiechem. - Pani Profesor myśli, że z tej szkoły już nic innego nie wyniesiemy, co?
"Ehej - zamyśliłam się - co naprawdę wyniosą?"
Ufff! Wracam na pulchne łono Vitalii. Charytatywność dała mi w dupę - konkretnie 1 kg! (pasek łże, ale tykać go do soboty nie zamierzam). Zestresowany monster (bo przecież nie ja!) bez udziału świadomości i kubków smakowych wpierdzielał np. pół kilo przeterminowanego kajmaku z puszki albo cały duży słoik śledzi w oleju. W życiu tak nie miałam! Moja tusza zawsze brała się ze spokojnego całodniowego pomieszkiwania w lodówce. A tu taki klasyczny kompuls, że ja pierdziu!
Najgorszy był wczoraj, gdy schodziło ze mnie napięcie. Żarłam i ... ryczałam - buuuuuu! - że tych grajków bluesowych trzeba było wykopać ze sceny po jednym kawałku - buuuuuu! - że gwiazdy nie muszą wykonywać aż pięciu numerów, trzy by wystarczyły - buuuuuu! - że licytację należało jednak wpleść w koncert, bo sporo ludzi wyszło - buuuuuu! - że tę koszulkę Legii (firmową Adidasa) z podpisami zawodników, która poszła tylko za 150 złotych, to właściwie sama mogłam kupić za więcej, bo była warta minimum 5 razy tyle - buuuuuu! buuuuuu!
Czy też tak macie, że pierdoły psują Wam trzeźwy osąd całości? Bo bilans jest taki: zapitalałam miesiąc, ale dzięki temu w szkole odbyło się kilka fajnych spotkań z dziennikarzami i aktorami, każdy, kto kupił los (a było tego parę setek), coś wygrał, uczniowie mogli się obeżreć po uszy w Ostatki (domowe ciacha-gigant po złotówce), wysłuchaliśmy koncertu na niezłym poziomie w pięknie udekorowanej sali (sic!), odbyła się licytacja naprawdę atrakcyjnych rzeczy (pani z Fundacji była zaskoczona rozmachem imprezy). Udało się zatem zrobić event w nudnej budzie i zebrać dla Fundacji Mam Marzenie około 10 patoli! A ja ryczę - buuuuuu! - bo ja też patol jestem, tylko nie ten, co ma jedynkę i trzy zera, a ten, co ma mózg patologicznie poprzestawiany. I tak się ze sobą męczę już czterdzieści parę lat!