| Odwiedzin: | 257778 |
| Komentarzy: | 4973 |
| Założony: | 10 lipca 2010 |
| Ostatni wpis: | 10 marca 2012 |
Nienawidzę, każdego jednego procenta z tych pięćdziesięciu,
które od niej dostałam przy zapłodnieniu.
Każdego fragmentu mojego ciała,
który jest taki jak jej.
Tego, że ktoś mówi, że jesteśmy podobne.
Ale i tego, że jest w tym dużo prawdy
i choć ja staram się z tym walczyć, różnie to wychodzi...
Nienawidzę tego, że jedynym temat na który za mną rozmawia,
a raczej się kłóci jest ed.
Tego, że dla niej jedynym problemem jest wymiotowanie.
Jak i tego, że uważa, że jedynym powodem był/jest internet.
I nie mówcie mi, że mam z nią porozawiać na spokonie,
nie raz próbowałam i to nie przynosi żadnych trwalych efektów,
po dwóch dniach jest to samo.
I jak niby mam budować z nią więź, kiedy jej nienawidzę?
Kiedy nie chcę mieć z nią nic wspólnego oprócz genów?
Nie posiada ani jednej umiejętności, której chciałabym się od niej nauczyć.
Nie ma niczego w czym jest dla mnie wzorem,
a ciągłe powtarzanie, że nie dostanę się na tą medycynę
powoduje tylko to, że wiem już teraz,
jakbym sie nie dostała to jej o tym nie powiem...
Nie wytrzymuję juz z nią psychicznie, ona ze mna też.
Więc, nie wchodźmy sobie w drogę...
I wiem jedno, że gdy kiedyś zauważę,
że stałam się taka jak ona...
zabiję się...

"- Co uważa mama o Twoim zachowaniu ostatnio?
- Uważa, ze jej nie szanuję.
- Myślisz, że rywalizujesz z nią o tatę?
- Ja nie, ale ona tak.
- Ja też tak myślę. Za bardzo skupiasz się na relacjach z ojcem,
a matkę od siebie odtrącasz. Dlaczego?
- Bo patrząc na nią dostrzegam cechy, których w sobie nienawidzę.
- Bo ona jest twoim lustrem, jesteście bardzo podobne..."