faza I dzień 5
( 2010-03-13 22:24:23 )
...Wpadłam chyba w rytm. Ostatnio jakby mniej mi się chciało jeść. Łapię się na tym, że sama muszę myśleć, aby jeść regularnie. Ale z wagą coś się dzieje tak dziwnie skacze jakby nawet szła do góry. A sumiennie przestrzegam zasad diety, do tego stopnia, że przygotowując przyjęcie dla na swoje imieniny nic nie dziabłam. Nawet przy podprawianiu. Mój małż się śmiał, jak widział, jak kosztuję przeżuwam, aby wyczuć smak na kubkach smakowych, następnie wypluwam i przepłukuje wodą. I tak do skutku, aż nadałam odpowiedni smak wszystkim potrawom. Zawsze dla mnie w potrawie był ważny smak, odpowiednie doprawienie. Nie mogłam zawieść moich znajomych, że coś jest nie tak zrobione jak należy. Oprócz męża i dzieci nikomu jeszcze nie zwierzyłam się, że stałam się Dukanką. Boję się, że nie wytrwam, chociaż po moich doświadczeniach z poprzednimi dietami i powtórnym wielkim przytyciu, postawiłam wszystko na jedną kartę, schudnę teraz , albo już nigdy. A obecnie , gdy patrzę do lustra to nienawidzę swego odbicia, do tego ta ociążałość sprawia, że fatalnie się czuję psychicznie a fizycznie również. Ale się rozpisałam... Najgorzej, że po imprezce zostały jeszcze sałatki, śledziki i inne rarytaski. Jak już wspomniałam głodu nie odczuwam, ale smaki na pyszności same przychodzą. Pomyśleć, pyszniutki biszkopcik z masą budyniową, owocami , delicjami, galaretką i czym dusza zapragnie (oczywiście własnego wypieku) musiałam grzeczniutko odłożyć do lodówki to, aż serce się kraje. Ja, która tak uwielbiałam słodkości... nie tylko zresztą. Ale wytrwałam dzisiaj na przyjęciu, chociaż był to chrzest bojowy, więc wiem, że wytrwam dalej, będę walczyć ze sobą. Znajomym odważę się dopiero przyznać, że jestem na diecie jak będą jakieś już efekty. Póki co cicho sza. Dlatego,że boję się porażki a później wstydu. BĘDZIE DOBRZE DAM RADĘ!!!!! Dzięki wam kochane forumowiczki...